|
Mecz 10 kolejki Victoria rozgrywała w sobotę 13 października we Fromborku z tamtejszym Number One. Wielu zawodników Victorii prosto z
pracy przybyło na to spotkanie, potwierdzając tym samym swoje wielkie zaangażowanie. Martwi natomiast postawa tych piłkarzy, którzy uważają,
że nasz zespół gra mecze tylko na własnym boisku. W wyniku takiej postawy na meczu było zaledwie 11 zawodników. Chciałbym im za to podziękować
a kibicom zwrócić uwagę na fakt, który umyka wszystkim i nad którym niewielu się zastanawia. Zastanówmy się chociaż przez chwilę, jak wielu
wyrzeczeń i poświęcenia wymaga gra w naszym małym amatorskim zespole. Jak wiele razy zawodnicy mimo, że wkładają w granie wiele serca nie
usłyszą nawet słowa dziękuję a za to wiele kąśliwych i niesprawiedliwych komentarzy. Po tym krótkim wstępie napiszę parę słów o meczu,
który mimo, że był toczony w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych mógł się podobać nielicznie zgromadzonym kibicom. Grząska murawa,
przejmujące zimno i padający rzęsiście deszcz to warunki w których przyszło rozegrać spotkanie z Number One. W pierwszej połowie walczymy
o każdy centymetr boiska z wielką zaciętością. Ataki gospodarzy jeśli nie są neutralizowane przez naszych pomocników to kończą się na naszej,
dobrze grającej w tym dniu obronie kierowanej przez naszego kapitana Damiana Szczotkę. Parę razy kontrujemy drużynę z Fromborka, niestety
nasze akcje nie kończą się zdobyciem gola. Pod koniec pierwszej połowy z rzutu wolnego uderza Radek Suckiel, po jego strzale piłka odbija się
od poprzeczki i wylatuje w pole bramkowe. Pięknym szczupakiem do siatki futbolówkę kieruje nasz napastnik, niestety w tym momencie sędzia
boczny zbudzony ze snu podnosi chorągiewkę sygnalizując spalonego. Pierwsza połowa kończy się bezbramkowym remisem. Druga część meczu jest już
dla nas mniej szczęśliwa. Gra na tak grząskiej murawie wymaga wielkiego wysiłku, ubytek sił z każdą minutą jest coraz większy. Widać to po
niektórych zawodnikach Victorii.
Nadchodzi dla nas feralna część meczu w której Robert Komycz zostaje uderzony łokciem w nos i musi opuścić boisko mocno krwawiąc. Po meczu okazuje
się, że to uderzenie było bardzo silne i następstwem jego może nie być tylko krwawienie. Pisząc te słowa nie wiem czy Robert ma złamany nos
czy tylko mocno zbity. Nasz zespół gra w osłabieniu przez kilka minut i w tym czasie właśnie tracimy jedynego gola. Po strzale zawodnika
gospodarzy
fantastyczną paradą popisuje się P. Wilkiewicz, niestety do piłki przez niego wybitej dopada szybciej zawodnik gospodarzy i po dobitce
tracimy bramkę. Przez kilka minut jesteśmy trochę przybici utratą bramki. Wkrótce jednak zawodnicy Victorii po raz
kolejny udowodniają, że mają charakter. Radek Kuśmierczyk przedryblował obrońców gospodarzy a później podał do nadbiegającego Łukasza
Hałajki, który celnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Jak już jestem przy Łukaszu to napiszę trochę o obuwiu w którym musiał grać
przez cały mecz. Dzięki, nie napiszę komu, Łukasz musiał grać w zwykłych tzw. adidasach. Wszyscy się domyślacie jak ciężko mu było
grać na tak trudnym boisku, mimo to Łukasz zdobył jeszcze bramkę a to już niemała sztuka. Końcówka meczu nie przynosi rozstrzygnięcia
mimo prób obu zespołów. Mecz kończy się remisem 1-1 i uściskami dłoni zawodników obu drużyn, co we wcześniejszych meczach jakoś mi w
pamięci nie utkwiło. W dzień wyborów tj. 21 października Victoria pauzuje.
Zagraliśmy w składzie: P.Wilkiewicz, D.Szczotka, E.Morawski, R.Komycz, Ł.Hałajko,
P.Wawer, R.Suckiel, R.Kuśmierczyk, K.Zaremba, J.Kucab, T.Frank
|