|
To była noc prawdziwych przeżyć. I nie chodzi tu o bliskość osoby mojej małżonki. Noc z 31 października na 1 listopada.
Niby przypadek, a jednak... Obudziło mnie jakieś stukanie w rury centralnego ogrzewania. Pierwsza myśl:
"Pan Jusek naprawia coś w kotłowni waląc młotem oczywiście w rury z nadzieją, że tylko rozwiązanie siłowe ma sens".
Była godzina pierwsza w nocy. Nie namyślając się zbyt długo wykręciłem numer komórki p. Juska (imię takowe ponoć
figuruje w metryce urodzenia owego pana, aczkolwiek nie znam osoby, która widziałaby ową metrykę, znam natomiast
wiele osób, które widziały p. Juska nawet wbrew swej woli). Wracając do wykręcania numerów: p.Jusek nie odbierał, więc
ponawiałem próby. Robiłem to jedynie po to, by uświadomić mu, że jutro święto, na cmentarz trzeba kwiatki zawozić, znicze
pozapalać a ruch na drodze intensywny, więc kierowca musi być w dobrej formie. A kierowca w rodzinie to ja i lubię być
wyspany przed trasą.
Kiedy hałas dobiegający z rur kontynuował zakłócanie spoczynku, zadzwoniłem po raz chyba piąty na komórkę pana Juska, poczekałem,
aż włączy się poczta głosowa i wygarnąłem mu, ot tak, po swojsku (nie zacytuję).
Oczywiście poranek po takiej nocy był nerwowy i chaotyczny. Udało się jednak uspokoić duszę, obudzić sumienie, bo tak w tym
dniu wypada. Udało się też dostać na smętarz. Spotkałem wielu znajomych, tych z lat obecnych, z lat dawniejszych, spotkałem
też wielu tych, którzy odeszli.
Natknąłem się też na pana Juska i po krótkim powitaniu w atmosferze skupienia, (dostrzegając na twarzy p.Juska przejęcie się
stanem mojej duszy) natychmiast wygarnąłem: "Nie wyspałem się dziś, aż nosi mnie ze złości. Jakiś idiota całą noc walił w rury
tak, że niosło na cały blok!". Na to pan Jusek spokojnie odpowiedział: "No patrz pan, co za helołin! Do mnie w nocy jakiś idiota
wydzwaniał kilka razy, żonę i dzieciaki pobudził, że poryczały się. W końcu nagrał mi się na sekretarkę automatyczną, ale tak,
że z tego bełkotu nic nie zrozumiałem. A tu na cmentarz trzeba kwiatki zawozić, znicze pozapalać a ruch na drodze intensywny,
więc kierowca musi być w dobrej formie. A kierowca w rodzinie to ja i lubię być wyspany przed trasą... Zobacz pan, sąsiedzie,
co za chamy. Nawet w takie święta żyć nie dają".
Resztę wspólnie spędzonego czasu poświęciliśmy na wpatrywanie się w płonące na grobach znicze i rozważanie nieprzewidywalności
ludzkich występków.
P.S. Panie Jusku, ten nowy beret jest świetny. Do paltocika pasuje. No, to tyle.
|