Niefilozoficzne spotkania z p. J.
 
Parasol
Noc była bardzo burzliwa i deszczowa, co sprawiło, że jako meteopata spałem snem twardym i głębokim. Słońce palące obudziło mnie wcześnie rano napełniając nadmiernie światłem pokój. Pełen porannego zapału do życia i szczerego optymizmu postanowiłem wyjść z domu, by jako pierwszy zaczerpnąć zjonizowanego powietrza i przy okazji dokonać porannych zakupów. Ku memu zdziwieniu dostrzegłem pod ścianą domu siedzącego na dyżurnym pieńku sąsiada, pana Juska ( imię takie figuruje w jego dokumentach rodowych, aczkolwiek mało czytelnych, bo skradzionych jego dziadom i odzyskanych w nieznanych okolicznościach). Zdziwiło mnie to bardzo, ze p.J. czyścił z czegoś bliżej nieokreślonego swój beret. Ha! Jaki beret! Gruby, sztywny, z dobrej przedwojennej wełny. W środku tak upalnego okresu! Zaniepokojony o zdrowie psychiczne sąsiada nieśmiało zapytałem: "Panie Jusku.. co pan robi? Szukuje się pan do zimy?" Uważnie zerkając przez dym papierosowy zauważyłem też, że sąsiad pociera gumakiem o gumak zdrapując zeschnięte błoto. Odpowiedział: "Sąsiedzie, szykuję parasol, albo jak pan wolisz strój ochronny". W tym momencie poczułem się jeszcze bardziej zaniepokojony, albowiem mieć w sąsiedztwie wariata i to w dodatku znajomego... Jaki parasol? Tymczasem pan Jusek spokojnie powiedział: "Różnie to w życiu bywa. Chwiejne jest, niepewne, pieniądze, kobiety (...tu zadumał się na chwile jakby wspominając jakieś wydarzenie z przeszłości...), trza mieć jakomś ochrone. Najlepiej z góry i z dołu." Zacząłem w tym momencie zastanawiać się poważnie nad wezwaniem pogotowia, ale jednocześnie znając pana Juska doszukiwałem się jakiegoś głębszego sensu w tym, co mówił. Pan Jusek uprzedził mnie. Wstał i mówi: "Widzisz sąsiad, wczoraj, około południa, narobił ci ptak na łeb i do tego idąc do Kaziuków po mleko wlazłeś sąsiad w obornik, tak?" "Tak"- odpowiedziałem z zażenowaniem. Pan Jusek zapalając papierosa bez filtra z nutą wyższości rzekł: "Dlatego noszę beret i gumofilce. To taki parasol ochronny. Życiowo niezbędny". Odchodząc, próbowałem odszukać głębszą myśl w tym, co sąsiad mówił. Eureka! Znalazłem! Przecież trzeba przemyśleć, że można stracić pracę zabezpieczyć się. Zdobyć jakieś fundusze, zainwestować, założyć lokaty, ubezpieczyć. Znaleźć grono ludzi, którzy będą podporządkowani tak czy owak. Zastanawiałem się gorączkowo nad tą ochroną "z góry"... szef?... szef szefów?... albo "z dołu"... podwładni, czy co? Oto parasol! Zacząłem przemyśliwać szczegóły starając się każdy pomysł notować w pamięci... Idąc tak z poważną miną usłyszałem piękny śpiew ptaka. Spojrzałem w górę i poczułem uderzenie czegoś niezwykle delikatnego w środek czoła i nie była to śnieżynka. W zaskoczeniu zamknąłem szybko oczy i w tym samym momencie poczułem gęstawy chlupot w butach niemal do wysokości kostek. To było głębokie doświadczenie filozoficzne.
Galeria zdjęć
 
Copyright by Arek   Wszelkie prawa zastrzeżone 2007-2008