|
No i się narobiło. Mroźno i tak jakoś przejmująco do kości, aż się substancje płynne
w narządzie oddechowym w sopelki zamieniają. Spotkałem wczoraj znajomego prawdziwka,
który chyba przygotował się do sezonu zimowego najlepiej jak tylko potrafił. Otóż
zaczynając od góry opis postaci, należy zauważyć że postać rozpoczynała się od futrzanej
czapki rodem zza wschodniej granicy, filuternie niezawiązanej pod brodą z uszami
odgiętymi na zewnątrz i sznurkami sterczącymi jak włosy Pipi Langstrump. Głowica
pana Z. (imienia nie wymieniam bo to ochrona danych osobowych) oprócz burzy siwych
włosów skręconych w dredy a'la Bob Marley, chroniona była również w imponującą brodę
o barwach tęczy będących skutkiem dymu papierosowego oraz stosowania jej do zabiegów
higienicznych po zakończeniu posiłków. A że o higienę pan Z. dba to nie ulega
najmniejszej wątpliwości, ponieważ już z odległości dziesięciu metrów nie czuć
specyficznego zapachu, który pan Z. się szczyci i pielęgnuje go pieczołowicie.
Jak się oczy zamknie i zrobi głęboki wdech, to pierwsze co przychodzi na myśl to
kuter rybacki, szesnasty wiek. Szyja pana Z. otoczona była szalem koloru nijakiego,
o długości pozwalającej przypuszczać że szal pochodzi z lat dwudziestych wieku
ubiegłego, będąc wtedy krzykiem mody, a używał go elegancki automobilista. Tyle
tylko, że do wycierania cieknącego oleju sądząc po plamach na powierzchni molekularnej
materiału. Pan Z. ubrany był w pikowaną, prawie nową fufajkę na podszewce z waty
szklanej zapewne, na rękach rękawice robocze różnej maści, żeby się nie pomylić
przy zakładaniu. Odnóża pana Z. otoczone były czymś co owszem, miało dwie nogawki,
ale spodniami na pewno nie było. Ale skoro jest ciepłe, to znaczy że tak należy
się ubierać, o czym pan Z. przekonał się czterdzieści lat temu na pokazie mody
dla przodowników pracy, więc na modzie się zna jak mało kto. Kopytka pana Z.
udekorowane były przez wyjątkowej urody lakierki zwane przez mojego znajomego z
racji funkcji holcgnoje. Funkcji walonek a nie kolegi oczywiście. Całość postaci
pana Z. sprawiła na mnie wrażenie solidnie przygotowanej na zmagania z warunkami
atmosferycznymi. Widać było wczoraj, że pan Z. dodatkowo stosuje oprócz zewnętrznego
ocieplenia również doustne środki wewnętrznego rozgrzewania, do których niewątpliwie
należy spirytus techniczny oraz nalewka babuni. Ta niebieska na kościach, jakby
ktoś nie wiedział. Przechodząc obok wyczułem również delikatną nutę Batervitu,
czyli środka zapobiegającego zamarzaniu elektrolitu w akumulatorach. Jak widać,
pan Z. zna się również na motoryzacji oraz posiada wiedzę o najnowszych wynalazkach
w tej dziedzinie. Kiedyś podobno preferował zimowy płyn do spryskiwaczy, lecz ze
względu na dużą ilość płynu jaką należało spożyć, pan Z. przerzucił się na małe
fiolki. Nie zatrzymując człowieka w jego drodze do gwiazd, poszedłem dalej snując
refleksję nad zmyślnością natury, która pozwoli człowiekowi przystosować się do
każdych warunków. Czas chyba założyć majtki z golfem...
|