Z POLSKIEGO NA NASZE...
 
Zimność
03.01.2008
No i się narobiło. Mroźno i tak jakoś przejmująco do kości, aż się substancje płynne w narządzie oddechowym w sopelki zamieniają. Spotkałem wczoraj znajomego prawdziwka, który chyba przygotował się do sezonu zimowego najlepiej jak tylko potrafił. Otóż zaczynając od góry opis postaci, należy zauważyć że postać rozpoczynała się od futrzanej czapki rodem zza wschodniej granicy, filuternie niezawiązanej pod brodą z uszami odgiętymi na zewnątrz i sznurkami sterczącymi jak włosy Pipi Langstrump. Głowica pana Z. (imienia nie wymieniam bo to ochrona danych osobowych) oprócz burzy siwych włosów skręconych w dredy a'la Bob Marley, chroniona była również w imponującą brodę o barwach tęczy będących skutkiem dymu papierosowego oraz stosowania jej do zabiegów higienicznych po zakończeniu posiłków. A że o higienę pan Z. dba to nie ulega najmniejszej wątpliwości, ponieważ już z odległości dziesięciu metrów nie czuć specyficznego zapachu, który pan Z. się szczyci i pielęgnuje go pieczołowicie. Jak się oczy zamknie i zrobi głęboki wdech, to pierwsze co przychodzi na myśl to kuter rybacki, szesnasty wiek. Szyja pana Z. otoczona była szalem koloru nijakiego, o długości pozwalającej przypuszczać że szal pochodzi z lat dwudziestych wieku ubiegłego, będąc wtedy krzykiem mody, a używał go elegancki automobilista. Tyle tylko, że do wycierania cieknącego oleju sądząc po plamach na powierzchni molekularnej materiału. Pan Z. ubrany był w pikowaną, prawie nową fufajkę na podszewce z waty szklanej zapewne, na rękach rękawice robocze różnej maści, żeby się nie pomylić przy zakładaniu. Odnóża pana Z. otoczone były czymś co owszem, miało dwie nogawki, ale spodniami na pewno nie było. Ale skoro jest ciepłe, to znaczy że tak należy się ubierać, o czym pan Z. przekonał się czterdzieści lat temu na pokazie mody dla przodowników pracy, więc na modzie się zna jak mało kto. Kopytka pana Z. udekorowane były przez wyjątkowej urody lakierki zwane przez mojego znajomego z racji funkcji holcgnoje. Funkcji walonek a nie kolegi oczywiście. Całość postaci pana Z. sprawiła na mnie wrażenie solidnie przygotowanej na zmagania z warunkami atmosferycznymi. Widać było wczoraj, że pan Z. dodatkowo stosuje oprócz zewnętrznego ocieplenia również doustne środki wewnętrznego rozgrzewania, do których niewątpliwie należy spirytus techniczny oraz nalewka babuni. Ta niebieska na kościach, jakby ktoś nie wiedział. Przechodząc obok wyczułem również delikatną nutę Batervitu, czyli środka zapobiegającego zamarzaniu elektrolitu w akumulatorach. Jak widać, pan Z. zna się również na motoryzacji oraz posiada wiedzę o najnowszych wynalazkach w tej dziedzinie. Kiedyś podobno preferował zimowy płyn do spryskiwaczy, lecz ze względu na dużą ilość płynu jaką należało spożyć, pan Z. przerzucił się na małe fiolki. Nie zatrzymując człowieka w jego drodze do gwiazd, poszedłem dalej snując refleksję nad zmyślnością natury, która pozwoli człowiekowi przystosować się do każdych warunków. Czas chyba założyć majtki z golfem...
Galeria zdjęć
 
Copyright by e-rychliki   Wszelkie prawa zastrzeżone 2007-2008