|
No i się zaczęło. Sypnęło parę śnieżynek, kierowcy wpadli w panikę i zaczęli masowo
nawiedzać warsztaty samochodowe i zakłady wulkanizacyjne. Sceny dzieją się tam
przeokropne, aż włos ostatni na łysinie się jeży. Kierowcy niedzielni i ci z innych
dni tygodnia z obłędem w oczach tłoczą się przy punktach obsługi i zastawiają je
tak skutecznie, że rower nie przejedzie a co dopiero samochód. A ile się można
nasłuchać? W życiu bym nie przypuszczał, że polski język jest tak bogaty w słowa,
których istnienia nawet bym nie podejrzewał. I uwierzcie mi, słowa zdryl jarło albo
bryj rachę należały do najłagodniejszych. Pomny poprzedniorocznych doświadczeń
wulkanizację odwiedziłem tylko po to, żeby zobaczyć innych oszołomów miotających
się w bezsilnej złości usiłujących wymusić pierwszeństwo zmiany kapci przez innymi.
Ubaw przedni, polecam. Ja oczywiście stwierdziłem, że do mojego turbochrząszcza koła
wymienić powinien fachowiec najwyższych lotów, czyli z francuskiego moi. Z wieczora
jak wróciłem z roboty plenerowej, szanowna wręcz wymusiła na mnie tą operację, twierdząc
że nazajutrz jedzie do fumfeli na ploty i ślizgać się nie zamierza. Wielka wyprawa,
raptem dwieście metrów szybciej z kopyta się dojdzie ale nic to. Zaopatrzony w niezbędne
narzędzia czyli, lewarek Made In ChRL, klucz do śrub sdziełano w CCCP oraz otwieracz
do wzmacniacza bodźców zewnętrznych zainstalowałem się w zwykle przytulnym garażu,
który nagle okazał się mało przytulny. Wiatr wiał jak w kieleckiem, ciasnota totalna
i ziąb przenikliwy uzmysłowił mi przyczynę tabunów kotłoszących się pod zakładami
wulkanizacyjnymi. Ja lacze zimowe mam na oddzielnych felgach, które poza sezonem
stosuję do mojej nowoczesnej taczki wielofunkcyjnej, więc i tak miałem lepiej. Z
tej ciasnoty w garażu nabiłem sobie guza na du... , znaczy poniżej krzyża i prawie
stłukłem napój, bezalkoholowy oczywiście ;). Oczywiście śruby nie chciały puścić,
ale na szczęście dowolny napój bąbelkowy z Colą w nazwie załatwia ten problem tworząc
cudowną pianę likwidującą rdzę jak ręką odjął. Swoją drogą ciekawe, że raz sprzedają
to jako kret do kibla, a raz jako napój gazowany. Chyba dlatego że rozpuszcza kamień
nazębny, tylko trzeba ostrożnie dozować coby i zębów nie rozpuścił. Polałem, odkręciłem,
zmieniłem, zakręciłem a że z postury widać że chłop ze mnie po studiach urwałem trzy
śruby przez nieuwagę. Dobrze, że każda na innym kole jakoś się da jeździć. Dla równowagi
chlasnąłem jeszcze śrubę w czwartym kole, żeby auto niepotrzebnych wibracji nie
dostawało z racji nierównomiernego rozłożenia środka ciężkości i udałem się do domu
na jakże zasłużony odpoczynek. Wieczorem znów puszczają mongolski balet, a jak wszystkim
wiadomo jest to nawet lepsze niż obrady Sejmu.
|