Z POLSKIEGO NA NASZE...
 
Kapcie na zmianę
08.11.2007
No i się zaczęło. Sypnęło parę śnieżynek, kierowcy wpadli w panikę i zaczęli masowo nawiedzać warsztaty samochodowe i zakłady wulkanizacyjne. Sceny dzieją się tam przeokropne, aż włos ostatni na łysinie się jeży. Kierowcy niedzielni i ci z innych dni tygodnia z obłędem w oczach tłoczą się przy punktach obsługi i zastawiają je tak skutecznie, że rower nie przejedzie a co dopiero samochód. A ile się można nasłuchać? W życiu bym nie przypuszczał, że polski język jest tak bogaty w słowa, których istnienia nawet bym nie podejrzewał. I uwierzcie mi, słowa zdryl jarło albo bryj rachę należały do najłagodniejszych. Pomny poprzedniorocznych doświadczeń wulkanizację odwiedziłem tylko po to, żeby zobaczyć innych oszołomów miotających się w bezsilnej złości usiłujących wymusić pierwszeństwo zmiany kapci przez innymi. Ubaw przedni, polecam. Ja oczywiście stwierdziłem, że do mojego turbochrząszcza koła wymienić powinien fachowiec najwyższych lotów, czyli z francuskiego moi. Z wieczora jak wróciłem z roboty plenerowej, szanowna wręcz wymusiła na mnie tą operację, twierdząc że nazajutrz jedzie do fumfeli na ploty i ślizgać się nie zamierza. Wielka wyprawa, raptem dwieście metrów szybciej z kopyta się dojdzie ale nic to. Zaopatrzony w niezbędne narzędzia czyli, lewarek Made In ChRL, klucz do śrub sdziełano w CCCP oraz otwieracz do wzmacniacza bodźców zewnętrznych zainstalowałem się w zwykle przytulnym garażu, który nagle okazał się mało przytulny. Wiatr wiał jak w kieleckiem, ciasnota totalna i ziąb przenikliwy uzmysłowił mi przyczynę tabunów kotłoszących się pod zakładami wulkanizacyjnymi. Ja lacze zimowe mam na oddzielnych felgach, które poza sezonem stosuję do mojej nowoczesnej taczki wielofunkcyjnej, więc i tak miałem lepiej. Z tej ciasnoty w garażu nabiłem sobie guza na du... , znaczy poniżej krzyża i prawie stłukłem napój, bezalkoholowy oczywiście ;). Oczywiście śruby nie chciały puścić, ale na szczęście dowolny napój bąbelkowy z Colą w nazwie załatwia ten problem tworząc cudowną pianę likwidującą rdzę jak ręką odjął. Swoją drogą ciekawe, że raz sprzedają to jako kret do kibla, a raz jako napój gazowany. Chyba dlatego że rozpuszcza kamień nazębny, tylko trzeba ostrożnie dozować coby i zębów nie rozpuścił. Polałem, odkręciłem, zmieniłem, zakręciłem a że z postury widać że chłop ze mnie po studiach urwałem trzy śruby przez nieuwagę. Dobrze, że każda na innym kole jakoś się da jeździć. Dla równowagi chlasnąłem jeszcze śrubę w czwartym kole, żeby auto niepotrzebnych wibracji nie dostawało z racji nierównomiernego rozłożenia środka ciężkości i udałem się do domu na jakże zasłużony odpoczynek. Wieczorem znów puszczają mongolski balet, a jak wszystkim wiadomo jest to nawet lepsze niż obrady Sejmu.
Galeria zdjęć
 
Copyright by e-rychliki   Wszelkie prawa zastrzeżone 2007-2008