Z POLSKIEGO NA NASZE...
 
Wielkie żarcie
07.09.2007
Jak to zwykle bywa wieczorem, poczułem nieodpartą chęć wypełnienia sobie paszczy paszą treściwą, czyli jedzonkiem. W celu realizacji powyższego zalogowałem się przy lodówce, wytrychem otworzyłem kłódkę przezornie zakładaną przez moją szanowną znającą mój zapał przeżuwacza, oraz zacząłem buszować. Z początku nie zwróciłem uwagi na kłęby pary, które pojawiły się po otwarciu drzwi lodówki, ale potem stało się to oczywiste. Błędnym wzrokiem wodziłem po pysznościach zawartych na półkach i nie mogłem się zdecydować. Albo wątróbka z kością, albo rumsztyk z kota. No, ale jak tu się zdecydować, skoro wszystko takie pyszne. Ostatecznie zdecydowałem się na gołąbki i załadowałem sobie od razu dwa. Na talerzu podejrzanie brzęknęło, wbijam widelec i kicha. Zamarznięte na kość, nie ukroję ani nie ugryzę. Już wiem, skąd ta para z lodówki. Musiała się zepsuć, a prawie nówka. Tylko o 15 lat starsza ode mnie i już złom. A podobno w Związku Socjalistycznych Republik Zdradzieckich robili sprzęt taki, co to nie gniotsa, nie łamiotsa. Pal to sześć, podgrzeję w mikrofali. Jak zwykle sąsiad z góry mało się nie udławił ze złości jak wlazłem mu bez pukania do chaty żeby skorzystać z mikrofalówki. No w domu nie mam, po tym jak mi wybuchła po ostatnim moim podgrzewaniu zamarzniętych robaków na ryby w blaszanej misce, a kuchenki gazowej nie uruchamiam, bo robi to zwykle żona, a właśnie pojechała do mamusi i wróci późno. Zupełnie, więc nie rozumiem czemu ten facet się ciska, co mam umrzeć z głodu? Zaraz po tym jak założyłem knebel krzykaczowi, zrobiłem co trzeba i zadzwoniłem do Tworek, że sąsiad chciał się rzucić z okna i musiałem go związać i zakneblować. Zanim się wyjaśni, ja zjem sobie spokojnie. Oho, już po mnie idą organa ścigania...
 
Lepszy Słowik w garści
05.09.2007
I po ptokach! Bursztynowych oczywiście, bo jakie inne teraz na tapecie? Zakończył się Sopot, rozdali szmal patriotycznie kasa została w kraju i słusznie. Moja faworytka September brzmi dobrze w studiu, ale na żywca to lepiej do baru... O żabojadach i ślimakożercach nie ma co gadać, podobnie Monrose. Wielce ucieszył mnie natomiast występ The Cloud Room. Wokalista wył tak, że w końcu mogłem usłyszeć jak to jest, kiedy syrenie okrętowej wyrywają flaki... Straszne! Paszcza mi opadła jak zobaczyłem Sophie EB, nie mylić z piwem. Taka dziewczyneczka, a na teledyskach wygląda na ponad 30 w skali Beauforta, choć wiekowo jest letko starsza od mojej szanownej. Zaśpiewała tak jak wyglądała, czyli mizernie. Jedynie Feel zagrał i zaśpiewał tak jak matka natura kazała. Głos wokalisty brzmiał pewnie i donośnie, mimo że jego paszcza ledwo się poruszała. Aż strach pomyśleć co by było jakby rozwarł szczęki szerzej. Zgarnęli 60 patysiów i looz a gościu nawet się nie spocił. W przyszłym roku z zagranicy nikt nie przyjedzie. Naprodukowali się i odjechali z kwitkiem. Z hotelu za który musieli dołożyć ze swoich ojro. Same straty... Aha, jeszcze podobało mi sie na polskiej części eliminacyjnej jak kolo z zetki przejechał się po wokaliście Sumptuastic jak walec drogowy po zdechłej żabie. Dwa lata temu zdaje się Piotr Metz podobnie zdołował Margarynę, aż jej mejkap spłynął pod pachamy... Nie ma to jak pseudogwiazdom prawdę w oczy zapodać. Ahoj, do przyszłego roku w Sopocie!
Galeria zdjęć
 
Copyright by e-rychliki   Wszelkie prawa zastrzeżone 2007-2008